Autor: Paul Celan
70,00 zł
Na stanie
„Natręctwo światła” (oryg. „Lichtzwang”, 1970) Paula Celana, w polskiej wersji językowej oddanej przez Martina Suchanka, to późny tom poetycki autora, który pozostaje jednym z najbardziej enigmatycznych i poruszających głosów XX-wiecznej liryki. W tych gęstych, oszczędnych formalnie wierszach nie ma bohaterów w klasycznym sensie – jest za to jaźń doświadczona, raniąca się o język i pamięć, próbująca przebić się przez nawarstwienia traumy, śmierci i milczenia. Głównym tematem tomu jest napięcie między światłem a ciemnością, jasnością sensu a jego wymykaniem się, pamięcią Zagłady a niemożliwością jej wypowiedzenia.
Paul Celan – niemieckojęzyczny poeta, rumuński Żyd, który po wojnie osiadł we Francji – to jedna z najtragiczniejszych i najważniejszych postaci literatury XX wieku. Jako jedyny ocalały z rodziny (jego rodzice zostali zamordowani w obozie na Zadniestrzu) niósł w sobie ciężar przetrwania, który nie był zbawieniem, lecz raną. To doświadczenie, przefiltrowane przez język, pamięć i traumę, naznaczyło całe jego życie i twórczość. Celan był niczym Wieczny Tułacz – nie tylko w sensie geograficznym, ale przede wszystkim duchowym: szukał miejsca, w którym możliwe byłoby dalsze istnienie – dla człowieka, dla poety, dla słów. W swojej poezji stawiał pytanie: czy po Zagładzie można jeszcze mówić – i co znaczy „mówić”, gdy język został splugawiony, a rzeczywistość rozpadła się w zgliszczach.
Jego twórczość to nie ucieczka od cierpienia, lecz jego najgłębsze przepracowanie – próba ocalenia sensu poprzez jego rozpętanie. Paul Celan nie daje spokoju. Uprawia poezję wysoce skondensowaną, eksperymentalną w strukturze i przełamującą logikę linearnej narracji, która jest jak światło: razi, ale jednocześnie nie pozwala odwrócić wzroku. Jego wiersze są bardzo niepokojące, pisane na granicy wyczerpania psychicznego. Są również bardzo muzyczne, ponieważ Celan pracował z muzyką.
W „Natręctwie światła” istotna jest forma – krótkie, nagłe wersy, częste przerzutnie, rytmy pełne pauz i rozdarć – oddają proces szukania mowy po katastrofie. Strukturę książki można określić jako eksperymentalną, zrywającą z tradycyjnymi formami na rzecz budowania nowych, często niepokojących konstelacji słownych.Strukturę książki można określić jako eksperymentalną, zrywającą z tradycyjnymi formami na rzecz budowania nowych, często niepokojących konstelacji słownych.
Niewymowny lęk i nieustraszoność ludzkich słów w tym tomie poezji. Rapuje i tańczy ze śmiercią poeta z ukraińskich Czerniowców. Jak trzynastowieczny franciszkanin Tomasz z Celano – wszystek wydobył Paul Celan gniew i czas w swoich sylabach i sekwencjach. Requiem dla tamtego wieku i naszego.Zbigniew Kadłubek
Celanowska obsesyjność i konsekwentna nieustępliwość doczekały się tłumacza, który z wyczuciem owe natręctwa oddał, uważnie stąpał po znakach poety, wsłuchiwał i wpatrywał się w rozszczepione, skamieniałe, bezświetlne kliny wyrazów, w luki języka, w rozwidlenia, w przestępne słowa. Tom kończy się słowami: „przyjąłem ja ciebie,/ zamiast wszelkiego/ spokoju”. Warto go przyjąć i czytać – zamiast wszelkiego spokoju.
Joanna Roszak
Dowiedz się więcej o tłumaczu.
Publikacja wydana w serii Bibliotheca Translata (tom 3).
Autor zagłębia się w siebie, pyta co? jak? i dlaczego? W ogóle pytań tu dużo, a odpowiedzi, jeśli już są, to rozmyte, rozczłonkowane, niepewne. Poeta ich poszukuje wciąż i wciąż, boleśnie, kompulsywnie rozgrzebując rany. Celana czytamy wolno, wiele razy, by przetrawiła go najpierw nasza świadomość, a w końcu by to intuicja rzuciła ostateczne światło, które pozwoli nam uchylić zasłonę (…). Przepuścimy to przez naszą wrażliwość, obrócimy w palcach tyle razy, ile potrzeba i zobaczymy coś, co trochę Celana, a trochę nasze własne w natrętnym świetle rozpoznania.
Fragmenty recenzji z portalu sztukater.pl
Czym jest więc natręctwo światła? Impulsem stawiającym przed nami obowiązek wysłuchania tego, co w słowie niedopowiedziane, może wręcz niewypowiedziane, po to, by ocalić słowo przed tymi, którzy – zrzucając z siebie wszelką odpowiedzialność – chcą jedynie posłużyć się nim albo dla swych własnych celów albo po to, by utrwalić obowiązujący porządek rzeczy. Dlatego trzeba zjeść księgę: nie dlatego, by ją zniszczyć, lecz by ocalić przed ogniem świata buzujących balasek. Dać jej schronienie; skryć w sobie.
prof. Tadeusz Sławek
Dobrze wiemy, że Celana nie da się tłumaczyć, bo tłumaczenie to jest jak grzebanie w krematoryjnym piecu, a ponadto jego lingwistyczna niemczyzna okazuje się nieprzyswajalna w języku polskim ze względu na skomplikowaną grę przedrostków i wrostków. A jednak mamy tego Celana mnóstwo, i precyzyjnego, i mniej precyzyjnego, i jakoś trudno sobie bez niego wyobrazić naszą poezję XX wieku.
Jakub Skurtys, „biBLioteka. Magazyn Literacki”
plac Rady Europy 1
40-021 Katowice
centrala: +48 32 20 83 887
e-mail: wydawnictwo@bs.katowice.pl
© 2025