Autor: Maciej Sieńczyk
50,00 zł
Na stanie
Punktem wyjścia opowieści jest autentyczne znalezisko – kaseta magnetofonowa z amatorskim słuchowiskiem z udziałem tytułowego bohatera – Pijaczka, nazywanego przez narratora Zygfrydem. Zapis kasetowy został wiernie spisany, a fragmenty chaotycznych dialogów przeplatają się z dygresyjno-wspomnieniowymi partiami narracji. To właśnie te dygresje tworzą główną oś powieści – narrator drobiazgowo rekonstruuje kilka lat znajomości z Pijaczkiem, odtwarzając jego język, zachowania, rodzinne relacje oraz niejednoznaczny status społeczny. Minimalizm fabularny, wsobność i powtarzalność doświadczeń stają się cechą rozpoznawczą stylu Macieja Sieńczyka – czytelnik zostaje skazany na rzeczowość i konkretność, bez wyrafinowanych interpretacji czy fałszywego sentymentalizmu.
Bohater powieści wymyka się prostym kategoryzacjom. Nie jest ani typowym pijakiem-menlem, ani „sympatycznym inteligentem na zakręcie”. Jest kimś pomiędzy – osobą wycofaną, znerwicowaną, pełną sprzeczności: z jednej strony wulgarną, obsesyjnie dbającą o higienę, czasem odpychającą i agresywną, z drugiej bezbronną, wzbudzającą litość i ciekawość. Jego wiedza jest powierzchowna, ale wszechstronna; zna się zarówno na muzyce poważnej, jak i na brazylijskich telenowelach, a jego egzystencja wypełniona jest osobliwymi, rytualnymi gestami. Opowieść o Pijaczku to z jednej strony zapis egzystencjalnej marginalizacji, z drugiej – studium dziwaczności i osobliwości, która wymyka się banalnym schematom.
„Pijaczek” Macieja Sieńczyka to wyrazisty portret człowieka wycofanego, prowadzącego dysfunkcyjne życie na marginesie społeczeństwa. Powieść ta doskonale oddaje kondycję męskości w kryzysie, stając się wręcz modelowym przykładem tekstu do analizy w ramach masculinity studies. Jednocześnie, choć nie wprost, podejmuje temat marginalizacji społecznej, ukazując bohatera, który nie mieści się w żadnych społecznych ramach – jest wykluczony, pozostaje na uboczu, a jego codzienność toczy się poza wzrokiem i troską otoczenia. Sieńczyk z wielką precyzją dokumentuje realia życia na prowincji przełomu lat 80. i 90., ukazując zarówno transformacyjne napięcia, jak i „duchologiczny” potencjał tego czasu i miejsca.
Integralną częścią książki są autorskie ilustracje – pełnią one funkcję nie tyle dopełnienia, co równoległej narracji wizualnej. Te pejzaże pustych, „oczyszczonych” z obecności miejsc – klatek schodowych, mieszkań, korytarzy – potęgują poczucie osamotnienia i dziwności, a jednocześnie stają się wizualnym komentarzem do tekstu. Wydanie „Pijaczka” nie tylko uatrakcyjnia zestawienie słowa i obrazu, ale także wprowadza książkę w dialog z innymi dziedzinami sztuki, podkreślając, że literatura nie istnieje w izolacji. To proza, która nie tylko opowiada, ale i pokazuje, stając się wydarzeniem na styku różnych form ekspresji.
Jeżeli Pijaczek jest „lumpem”, to lumpem nowszych czasów – wewnętrznie sprzecznym, teatralnie wymuskanym, zagubionym w formie i raz po raz ją przekraczającym. Budzi naszą sympatię, to znowu ją traci, a kiedy zyskuje i wzrusza, to za chwilę odpycha, odstręcza i brzydzi. Tak rozkołysanej moralnie, dramatycznie niestabilnej, a przez to prawdziwej, postaci dawno w naszej literaturze nie było.Karol Maliszewski
Dla kogo jest „Pijaczek”? Przede wszystkim jest to zapis spotkania młodego bohatera, Macieja Sieńczyka, dorastającego gdzieś na blokowisku w Lublinie, z postacią zupełnie niezwykłą, tytułową postacią powieściową, czyli Pijaczkiem, który uwodzi naszego bohatera i jego kumpli swoimi niezwykłymi, szaleńczymi monologami, opowieściami, anegdotami, także erudycją. Staje się dla paczki młodych chłopaków wzorem, a może właściwie antywzorem, bo mamy wszak do czynienia z postacią pijaka, alkoholika, kogoś, kto jest na marginesie społeczeństwa, kogoś, kto jest odrzucony przez własną rodzinę, kogoś, o kim wiemy, że jego historia nie będzie miała happy endu. Natomiast w tym, jak opowiada o niej Sieńczyk, widzimy ogromne pokłady emocji, fascynacji, zadziwienia światem. To młody chłopak, który wchodzi w dojrzałość, szuka swojej ścieżki. I właściwie monologi Pijaczka, szleńcze, nieprawdopodobne, obłąkańcze, które sprawiają – to moja hipoteza – że Sieńczyk zostanie artystą, pociągnie go sztuka z odrobiną szaleństwa, które jest człowiekowi do życia niezbędne.
Wojciech Śmieja
„Pijaczek” Macieja Sieńczyka znalazł się na liście 13 najlepszych polskich książek roku 2025 według „Polityki” oraz został wyróżniony na liście 10 tytułów w plebiscycie Polska powieść roku 2025 organizowanego przez „Gazetę Wyborczą”.
Publikacja wydana w serii Naturalna Inteligencja (tom 1).
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Na lubelskim osiedlu chłopcy fascynują się niejakim Pijaczkiem, starszym od nich Zygfrydem, który okazuje się najbardziej nietypowym żulem, jakiego możemy sobie wyobrazić. Bo oto Pijaczek dba o porządek i czystość w swoim mieszkaniu wręcz obsesyjnie, lubi tylko nowe książki, które kupuje mu matka. Kocha Gombrowicza i serial „Niewolnica Isaura”, zna się na każdej dziedzinie sztuki tak, że mógłby występować w „Wielkiej grze”. (…) Jest i intelektualistą, i lumpem, i sama jego konstrukcja jest satyrą na wszelkie kategoryzacje.
Ta opowieść wyrasta z ducha literatury sowizdrzalskiej, i z ducha Rabelais’go, pomieszania wysokiego z niskim, a to wszystko utopione zostało w sosie osiedla lat 90. (…). Sieńczyk bawi się napuszoną mową „wysokiej” kultury, którą lubi zderzyć z „Dynastią”, unurzać w humorze Benny’ego Hilla. Przystawia lustro naszym wyobrażeniom o tym, co poważne, co właściwe, co do czego pasuje, naszej autocenzurze. Kapitalnie przewietrza nam głowy.
Justyna Sobolewska, „Polityka”
Wnikliwe studium (bez)imiennego Zygfryda. Hołd złożony zwykłemu człowiekowi. Pijaczek „miał zadatki na wartościowego człowieka, a został alkoholikiem”. To postać pełna sprzeczności, wielowymiarowa. Choć deklaruje nihilizm, to z niemal maniakalną starannością dba o czystość. Jego największym skarbem są książki (czytał nawet „Ulissesa”!), traktowane z takim samym nabożeństwem jak dywan czy magnetofon. Jego stan umysłowy (rozległa wiedza teleturniejowa) pozostaje dla otoczenia nieuchwytny – coś między ekscentryzmem a przyciągającą innością. To dlatego wzbudza zainteresowanie narratora Macieja i kilku jego kumpli. Zawiązuje się między nimi coś, co można nazwać przyjaźnią.
Alan Misiewicz (profil asystent_literatury na Instagramie)
Bohater Sieńczyka jest przedmiotem dziwacznego „studium”, bywa wewnętrznie sprzeczny, nieuchwytny i podatny na dowolne interpretacje (…). Wydaje się jednak, że im dalej w las, tym częściej tekst Sieńczyka atakuje granicę tej interpretacji. Mniej więcej od połowy książki opowieść zostaje wzbogacona o dziejowy i klasowy światłocień: zafascynowani lokalną osobliwością bohaterowie dorastają, wyjeżdżają do Warszawy, Pijaczek zaś coraz bardziej się stacza. (…)
Może cały ten zachwyt wynika z tego, że Sieńczyk zaprosił mnie do świata, w którym wszyscy są offline, odwiedzają się bez zapowiedzi, otwierają sobie drzwi lub nie, sterczą na dworze, a ich żarty kończą się czymś więcej niż wystukanym na klawiaturze „xD”? Może Sieńczyk gra moimi palcami jakąś elegię o tęsknocie za światem dzienników Mirona Białoszewskiego czy – powiedzmy – „Małej apokalipsy” Tadeusza Konwickiego? Cóż, jakoś przeżyję.
Adam Woźniak, dziennikliteracki.pl
Jeśli wierzyć podmiotowi sylleptycznemu (hyhy) i paratekstom (wywiady), rzecz ma źródło w odkryciu, jakiego Sieńczyk dokonał w domowych szpargałach. Znalazł kasetę, na którą w 1990 roku nagrywał słuchowisko – jego głównym aktorem był niejaki Pijaczek, nazywany w tekście Zygfrydem, ekscentryczna postać, którą autor „Bezludnej wyspy” zapoznał w dzieciństwie w Lublinie, a z biegiem lat – po tym, jak „zawarli więź na niwie alkoholowej” – zaczął nazywać swoim mentorem. Zapis coraz mniej zbornej rozmowy, która odbyła się w mieszkaniu 18-letniego Sieńczyka, stanowi oś tekstu. Obudowując ją komentarzami i anegdotami, autor snuje wspomnienie o uzależnionym od pryty degeneracie, który wszakże znał na wyrywki Gombrowicza (…).
Gdyby Sieńczyk nagrywał dzisiaj Pijaczka i publikował treści na jego temat na Youtube’ie czy TikToku (zacinanie go w windzie, moczenie w wannie albo pojenie alkoholem „tylko po to, by obserwować stany jego nietrzeźwości”), nazwano by go patostreamerem. W komentarzach do „Pijaczka” (czytam, bo to świadectwa odbioru) pojawiły się już deklaracje, że to lektura pokoleniowa: zachwyci roczniki 70!. Może więc krindż jest w ogóle kategorią estetyczną pasującą do duchologicznych (Olga Drenda) początków transformacji? (…)
Sieńczyk pisze kunsztownym, z lekka archaizującym stylem, momentami jakby zapożyczonym z przedwojennych ckliwych powieści („zagryzione usteczka”, „nasza gromadka”). W narrację „dziadowską” (to jego określenie – jakże adekwatne, bo przecież Pijaczek jest postacią sowizdrzalską) wtyka gdzieniegdzie eleganckie słowo (…). Żałosny żywot Pijaczka i jego fekalno-triksterskie wynurzenia nabierają dzięki temu narracyjnych rumieńców.
Izabella Adamczewska-Baranowska, „Książki. Magazyn do czytania”
Po co Sieńczyk poświęca ponad 300 stron na opowiadanie o człowieku, który niczym się nie wyróżniał? Przypomnijcie sobie dzieciństwo – każde z nas wydobędzie z pamięci osiedlowego żula, czasem strasznego, czasem śmiesznego, czasem w odprasowanej przez niewidzialną matkę czy żonę koszuli, czasem z rozkwaszoną twarzą, rzucającego mięsem i złotymi myślami. Ale to właśnie brak wyjątkowości jest kluczem. (…) Czy możliwe, że pijaczkowie są wielcy, ale brakuje im apostołów, Platonów czy Arystotelesów, utrwalających legendę? Byłoby to zgodne z przekonaniami i działaniami młodego Macieja, próbującego ucywilizować Zygfryda i utrwalić jego wyjątkowość na taśmie magnetofonowej. (…)
Jest to także nienachalny portret lat 90., ostatniej dekady relacji międzyludzkich opartych na bezpośrednim kontakcie i pewnej dozie zaangażowania. Żeby kogoś spotkać, trzeba się do niego bezpośrednio pofatygować lub umówić telefonicznie. Żeby coś utrwalić, należy to zanotować na papierze lub nagrać na taśmę. Dziś być może rolki z Pijaczkiem podbijałyby TikToka czy patostreamy. Urodził się jednak w poprzedniej epoce i stał się bohaterem literackim. I to jakim!
Olga Wróbel, dwutygodnik.com
Autor: Krzysztof Bartnicki
Plac Rady Europy 1
40-021 Katowice
centrala: +48 32 20 83 887
e-mail: wydawnictwo@bs.katowice.pl
© 2025