Autor: Geoffrey Chaucer
95,00 zł
Na stanie
Napisane pod koniec XIV wieku „Opowieści kanterberyjskie” należą do szczytowych osiągnięć literatury średniowiecza i zaliczają się do absolutnego kanonu poezji angielskiej. To opus magnum Geoffreya Chaucera – dzieło monumentalne, obejmujące ponad 17 tysięcy wersów i składające się z 24 opowieści, w polskim przekładzie częściowo pisanych także prozą. W swojej formie i treści stanowi ono panoramę epoki, nakreśloną z niezwykłą swadą, humorem, ale też bezlitosnym realizmem i epickim rozmachem.
Całość osnuta jest wokół wyprawy grupy pielgrzymów do Kanterbery (tak tłumacz zdecydował się oddać nazwę angielskiego Canterbury) – do grobu św. Tomasza Becketa. Przypadkowa zbieranina postaci ze wszystkich warstw społecznych spotyka się w gospodzie Tabard w Londynie, gdzie planuje wypocząć przed drogą. Gospodarz, by uprzyjemnić im podróż, wpada na pomysł: każdy z uczestników ma opowiedzieć cztery historie, a ten, którego opowieść zostanie uznana za najlepszą, otrzyma darmową kolację. Tak rodzi się literacki konkurs – pełen żartu, napięcia, zaskoczenia. Każdy z bohaterów – od rycerza i kupca po mniszkę, kucharza i żonę z Bath – snuje własną historię, ukazując rozmaite aspekty życia społecznego, moralności i ludzkiej natury. Chaucer stworzył dzięki nim barwną panoramę XIV-wiecznej Anglii.
W poemacie Chaucer z niemal równą biegłością posługuje się formami tak różnymi jak epos, farsa, bajka, moralitet czy legenda, by możliwie szeroko oddać obraz swojej epoki. Nie oszczędza nikogo: duchowieństwa, szlachty, mieszczan ani chłopów. Opowieści piętnują ponadczasowe ludzkie przywary – małostkowość, zazdrość, pazerność, hipokryzję, zwyczajne łajdactwo – ale znajdują się wśród nich także historie opiewające męstwo, roztropność i honor.
Nowy, pierwszy kompletny przekład autorstwa Jarka Zawadzkiego to literackie wydarzenie. Dotąd znane jedynie garstce ekspertów, „Opowieści kanterberyjskie” trafiają wreszcie do szerokiego grona czytelników. To nie tylko przekład literalny czy filologiczny – to brawurowa translacja, która przywraca tekstowi jego żywioł. Tłumacz łączy stylizację staropolszczyzny z potoczną mową współczesną, wplata rytm rapu i pubowego żargonu w jedenastozgłoskowy tok, który równie dobrze może przywodzić na myśl metrum staroangielskiego pierwowzoru, co energię współczesnej ulicy. Dzięki temu zabiegowi „Opowieści kanterberyjskie” przestają być zabytkiem literackim – stają się znów żywą, zrozumiałą i zaskakująco aktualną opowieścią o ludzkiej naturze. To klasyka, która przemawia nowym głosem, nie tracąc nic ze swojej głębi, złożoności i humoru.
Integralną częścią tego wydania są ilustracje w interpretacji Macieja Sieńczyka – jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich rysowników, znanego z charakterystycznej kreski i absurdalno-poetyckiego spojrzenia na świat.
Przede wszystkim uważam, że należy pogratulować tłumaczowi tego translatorskiego wyczynu, gdyż jest to pierwsze polskie kompletne tłumaczenie późnośredniowiecznego poematu, który słusznie uważany jest za arcydzieło nie tylko angielskiej, ale i europejskiej literatury. Oprócz samego tekstu przekładu znajdujemy tutaj także swego rodzaju antologię cytatów na temat Chaucera i jego dzieła oraz wierszowany szkic biograficzny, ukazujący koleje, dość burzliwe, życia tego angielskiego poety. Ponadto sam przekład opatrzony jest dużą ilością przypisów świadczących o sporym oczytaniu tłumacza w dziedzinie chaucerologii i mediewistyki.prof. dr hab. Andrzej Wicher
Nobliwy tekst przestaje być historyczną „ramotą”, okazuje się zrozumiały (archaizmy i historyczne osobliwości objaśniają przypisy), a nawet atrakcyjny – zaskakujący i zabawny. To zasługa odważnej, wręcz brawurowej translacji. Tłumacz nie boi się ryzyka, czasem szarżuje, ale potrafi fortunnie grać na dwóch klawiaturach – subtelną stylizację staropolską zderza z mową najdosłowniej dzisiejszą. […] Baśniowy język Morsztyna spotyka się zatem z potocznością „gadki”, jaka rozbrzmiewa dziś w pubie, autobusie, na ulicy… Co więcej, to potoczne „nawijanie” zostało podkręcone i odmłodzone rytmem rapu. Połączenie starego tonu z nowym okazało się fortunne dzięki warsztatowej perfekcji – oba tony scala bowiem dziarski tok jedenastozgłoskowca. Efekt równie dobrze może kojarzyć się z motoryką hip-hopu, co z metryką staroangielskiego oryginału! I nic dziwnego, bo „Opowieści…” Chaucera to przecież zawody, konkurs na najciekawszą gawędę.
prof. dr hab. Aleksander Nawarecki
Z całym przekonaniem chciałbym podkreślić potoczystość polskiego języka zastosowanego w tłumaczeniu. Jest on codziennym językiem, lecz wolnym od nachalnych uwspółcześnień; jest, jak wspomniałem — codzienny, a jednocześnie elegancki. Oddaje humor oryginału, strzegąc się kuszącej łatwizny zwykłych wulgaryzmów. Niełatwe zadanie, jeśli zważyć, że Jarek Zawadzki odczytuje tekst w jego średnioangielskim oryginale, w mowie dla współczesnego Brytyjczyka trudno zrozumiałej (czytelnik angielski obcuje dzisiaj właściwie z „tłumaczeniami” Chaucera na nowoczesną angielszczyznę, niekiedy dokonywanymi prozą). Czytelnik otrzymuje więc dzieło podwójnie nadzwyczajne: raz – ze względu na wybitny charakter oryginału, dwa – jakość tłumaczenia pozwoli mu obcować rzeczywiście z literaturą najwyższej próby.
prof. dr hab. Tadeusz Sławek
Tłumacz znalazł idealny odpowiednik dla używanej przez Chaucera miary wierszowej. Operuje on tym polskim wierszem tak swobodnie, że, można by rzecz, z rozpędu napisał nim opracowany przez siebie żywot Chaucera. Wróżę, że dzięki temu przekładowi „Opowieści kanterberyjskie” staną się polskiemu czytelnikowi równie bliskie jak wiersze Villona w przekładzie Boya. Zauważmy jednak, że o ile wdzięk przekładu Boya w dużym stopniu polega na umiejętnej archaizacji, o tyle Zawadzki – choć czasem sięga po dawne wyrazy, jak „białogłowa”, nie wzdraga się przed użyciem słów znacznie młodszych, jak „syf” czy „ferajna”. Dzięki zabawie wierszem i nieoczekiwanym rymom potęguje on efekt komiczny, obecny w fabule – właśnie tak, jak robi to sam Chaucer
prof. dr hab. Mikołaj Szymański (ze Wstępu)
Tłumaczenie „Opowieści kanterberyjskich” zostało nominowane do XVII edycji Nagrody Literackiej Gdynia (2022) w kategorii Przekład.
Dowiedz się więcej o tłumaczu i ilustratorze.
W dziale Multimedia można zobaczyć zwiastun filmowy książki oraz zapis spotkania promocyjnego.
Publikacja wydana w serii Bibliotheca Translata (tom 2).
Ciężko się kiedyś czytało Chaucera,
Ale przekładów nowych fala wzbiera.
To są translacje świetne i prawilne,
Gdy je czytamy, drżą nam części tylne
Z radości, żeśmy tych czasów dożyli,
Kiedy przeszłością żyje się przez chwilę. (…)
Chaucer dzisiejszy to uciechy grono,
Tak wysłowionej, jakby kleił bity,
Zdanie po zdaniu, naprawdę, bez kitu.
Wersów tysiące mówi jednym głosem,
Na wszystko dobre jedenaście zgłosek. (…)
Chaucer nasz nowy broni się jak trzeba.
Tłumacz dostąpi translatorów nieba.
Paweł Majewski, „Kultura Liberalna”
Prolog ogólny i prologi do poszczególnych opowieści zawierają satyryczny obraz rozmaitych warstw społeczeństwa angielskiego, których przedstawiciele biorą udział w pielgrzymce do Canterbury. Same opowieści ukazują umysł ówczesnych Anglików, choć niewątpliwie horyzonty Chaucera są szersze niż większości jego rodaków. We wszystkich częściach zbioru uderza żywość narracji i dowcipny styl. (…) Ten styl świetnie oddaje przekład Jarka Zawadzkiego. Tłumacz znalazł idealny odpowiednik dla używanej przez Chaucera miary wierszowej. Operuje on tym polskim wierszem tak swobodnie, że, można by rzec, z rozpędu napisał nim opracowany przez siebie żywot Chaucera.
Recenzja w portalu teologiapolityczna.pl
Wielbicieli klasyki literatury zelektryzowała wiadomość o pierwszym kompletnym polskim przekładzie „Opowieści kanterberyjskich” Geoffreya Chaucera. Myślicie, że popadam w przesadę niczym komentatorzy sportowi obwieszczający początek lub koniec epoki, ale zaiste nieczęsto się zdarza, że pierwszy nakład klasyki światowej literatury wyczerpuje się w tak krótkim czasie, a niszowa publikacja jest komentowana w rubrykach kulturalnych tygodników.
Z pewnością niektóre z opowieści nie są nabożne, bliskie są raczej tradycji sowidrzalskiej. To właśnie te nieprzyzwoite opowieści zwróciły uwagę twórców adaptacji filmowej, która posługuje się tytułem całości, lecz dotyczy części. Ekranizacja całości wymagałaby rozmachu Stevena Spielberga. Duża część tekstów za temat bierze takie toposy jak przyjaźń, mądrość, wierność (nie tylko małżeńską), głupotę, dumę. Każdemu tekstowi, w tym prologom do poszczególnych opowieści, towarzyszą przypisy objaśniające pochodzenie motywów, co dla miłośników śledzenia toposów stanowi zachętę do pogłębienia lektury. To kopalnia motywów do prac semestralnych, co rozumiem teraz lepiej niż 20 lat temu.
Mirella Siedlaczek-Mikoda, recenzja w serwisie artpapier.com
Chaucer nie stroni od pikantnych szczegółów i śmiałej erotyki, ale również sporo wtrąca przemyśleń etycznych i religijnych. Sam skład podróżników (pątników) wędrujących do Kanterbery zmusza do takich refleksji. Szczególnie dużo miejsca poświęca autor przemyśleniom na temat wiernych bądź niewiernych żon i mężów. Posiłkuje się przy tym mnóstwem przykładów od starożytnej Grecji poczynając, poprzez przypowieści biblijne aż do świętych kościoła. W ogóle Chaucer lubi trochę popisywać się swoją erudycją i oczytaniem, podając mnóstwo celnych przykładów. W tamtych czasach był tytanem intelektu. Świadczy zresztą o tym całe jego życie „zawodowe” – jeżeli można w tym wypadku użyć takiego słowa. (…)
Nie chcę opisywać poszczególnych opowieści jakimi raczą nas Rycerz, Kucharz, Zarządca, Handlarz Odpustami, Pani spod Bath, Brat Zakonny czy Kleryk, wszystkie są warte przeczytania, pochylając się nad naszymi wadami, śmiejąc się z nich, ale i współczując nam i pozwalając miłości zwyciężać, bo ona jest przecież najważniejsza. Książka wydaje się gruba (prawie 800 stron), ale czyta się ją szybko, rym wchodzi łatwo, akcja fascynuje. Nic tylko polecać, zdecydowanie warto polecać Chaucera! Czytajcie „Opowieści kanterberyjskie”!
Tomasz Niedziela, recenzja w serwisie sztukater.pl
Autor: John Milton
Autor: Dorota Szatters
Autor: John Milton