Autor: Michał Muszalik
26,00 zł
Na stanie
Wiersze z tomu „Hotel Globo” zabierają nas w podróż przez fragmentaryczne przestrzenie – od śląskich blokowisk po egzotyczne hotele i leśne ostępy – gdzie codzienność przenika się z językową grą i refleksją. Podmiot liryczny spotyka ludzi, miejsca i migawki pejzażu, zatrzymując je w metaforycznych obrazach. Akcja rozgrywa się na skrzyżowaniu świata lokalnego (Śląsk) i globalnego (Europa, Ameryka Południowa), tworząc mozaikę doświadczeń. Tom stawia pytania o rolę miejsca i pamięci w konstrukcji tożsamości – jak to, co lokalne, splata się z tym, co globalne, duchowe, wyobrażone. Wiersze pobudzają do refleksji nad podróżą jako stanem umysłu, świadomością przejazdu, ale i naturalizmu – spojrzenia na świat przez najmniejsze szczegóły.
Tom „Hotel Globo” to poetycko-malarski dwugłos – tekstom towarzyszą akwarele Grzegorza Chudego.
W lekturze tych strof Czytelnik doznaje podwójnego wtajemniczenia. Poeta pokazuje mu swój świat poprzez dotykalne doznanie rzeczywistości, a zarazem zaprasza do pewnej gry językowej. Ta gra to poszukiwanie piękna przez pełne inwencji destylowanie słowników opisu i precyzyjne cyzelowanie formy. Michał Muszalik to poeta małej ojczyzny, rodzinnego zakorzenienia w historii Śląska i Polski, a także we współczesnym śląskim pejzażu. W pejzażu ożywionym przez spotkania poety z ludźmi z sąsiedztwa. Michał Muszalik w tomie „Hotel Globo” to jednocześnie homo viator, człowiek podróży, wędrownego losu.Piotr Wojciechowski
Trudno powiedzieć, dokąd ostatecznie ze śląskiego matecznika wyprowadza lirycznego gospodarza tomu „klopsztanga”, konstrukcja „samotna niczym japońska brama Tori” – wiodąca „w sam środek istnienia”. Przyjmijmy, że to wrota do przygody i dorosłości. Co zatem celem? Mozaika. Wielość punktów dojścia. Dominuje tu zachłanne pożeranie świata, kompulsywne przemierzanie krain ustawianych wektorowo i osiowo: od głębokiego południa kontynentu, widzianego z perspektywy natchnionego pielgrzyma i znużonego autostopowicza (Rzym, Sycylia, Alpy Słoweńskie), po daleką północ europejskiej mapy (Rerik, widmowa osada Obodrytów).
Mariusz Jochemczyk
Tomik otrzymał nagrodę Orfeusza Czytelników (2021) oraz Nagrodę Literacką im. ks. Jana Twardowskiego (2022), w 2022 r. nominowany do finałowej piątki XI edycji Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
Publikacja wydana w serii Ut Pictura Bibliotheca (tom 5).
Publikacja powstała dzięki wsparciu finansowemu Instytutu Literatury w ramach Tarczy dla Literatów.
„Hotel Globo” można traktować jako spójny traktat. Równocześnie każdy wiersz i każda część książki są zupełnie autonomiczne, mają swój niepowtarzalny rys – ale dopiero razem się dopełniają. Pierwsza część to zwrot ku swojej najbliższej rodzinie i okolicy. Już tutaj Muszalik nas nie zawodzi. Jego wiersze poświęcone familijnej pamięci są zarazem zdystansowane i pełne czułości. Muszalik, gdy pisze o wujku Thomasie/Tomaszu, nie ukrywa: ten młody chłopak powołany do Wehrmachtu przegrał życie, zanim je na dobre zaczął. Nie przeszkadza mu ten czuły smutek w skondensowanym ukazaniu losów szwagrów, wrzuconych tragicznie w konflikt polsko-niemiecki, w wielki młyn dziejów, który mieli i miażdży zwykłych ludzi. (…)
Nie boi się młody (30 lat!) poeta stanąć w obliczu dziedzictwa takich ludzi, jak Mircea Eliade, Emil Cioran, Robert Frost czy Thomas Merton. Zresztą dwa wiersze traktujące o tych wielkich ludziach kultury, wydawałoby się – odległe poetyce śląskości, stanowią jakiś niesamowity przykład, iż poezja kwiecista, refleksyjna, niebanalna, jest jeszcze możliwa. Przypuszczone spotkanie Ciorana i Eliadego nad Sekwaną, a Mertona i Frosta w Nowym Jorku, są świadectwami, że Muszalik pochyla się nad ich spuścizną z szacunkiem, ale i z ludzkim ciepłem. (…)
Wiele tu się krzyżuje: zakorzenienie i tęsknota, dojrzewanie i dziecięca ufność, pamięć i niepewność jutra (tytułowy wiersz!). W poprzek obecnym tendencjom Muszalik daje nadzieję, pochwala rodzinę, odwołuje się do tradycji, zarówno w formie, jak i w treści. Czyni to „Hotel Globo” absolutnym fenomenem, który zasługuje na poznanie.
Fragmenty recenzji z portalu lubimyczytac.pl (mysliwy-ksiazek)
Τytuł „Hotel Globo” sytuuje nas wobec toposu homo viator, a już pierwszy wiersz potwierdza tę intuicję. Utwór przy doborem środków poetyckich nuty renesansowego klimatu, kojarząc się dostojność obrazowania z „Pieśniami” Jana Kochanowskiego. Przy zastosowaniu barokowej koncepcji poezji metafizycznej np. topos vanitas, bawi się konwencjami, symbolami np. perłą, przekazany nam do podzielenia się z całą poetycką wrażliwością, Śląsk jest nie tylko częścią wielkiej tradycji, której korzeniami sięgają bardzo głęboko, ale że można przy pomocy wszystkich dostępnych kanonów piękna go opisać. To swoista synteza pytań standardowych o natychmiast sto lat wcześniej w „Nieznanym kraju”, czy w eseju ks. Emila Szramka „Śląsk jako problem socjologiczny” i zadawanych do dzisiaj. Muszalik wykorzystuje wszystkie tradycyjne elementy opisu krainy: prezentacja krajobrazu, mieszkańców, ich języka, wiary, zwyczajów z premedytacją używa wy- szukanych estetycznie obrazów, przez jedno cześnie rozprzestrzenianie się, grę z czytelnikiem, ale i wypowiedź serio. (…)
Temu, kto zachwycił się okładką, obraz hotelu może wydać się zdradą. Szarość akwareli, z której wynurza się miejski hotel nie koresponduje z kanarkowatością jego kolonialnego bliźniaka. Zabawka pozorna. Kto w lekturze dotarł już aż tutaj wie, że senna, marzycielska, oniryczna atmosfera z nutą późnoletniej nostalgii za życiem, smutkiem tropików i czasem zaprzeszłym jest jedną z barw tomiku. Grzegorz Chudy bardzo prosty odmalował je kolorami przemijania: sepią, umbrą paloną, ochrą, wyblakłym błękitem. I tylko uwolniony balonik, jego czerwona jednostka unosi nad każdym obrazem niczym znak, jakaś swobodna, uciekająca nam iskra życia, a obok: „Coś majaczy z daleka. Przyszłość, niezamieszkana / jak Hotel Globo, przed pierwszymi gośćmi”.
Piotr Skowronek, „Śląsk. Miesięcznik społeczno-kulturalny”